1

Gdy dziecko nie chce jeść. Jak temu zaradzić?

W kwietniu gościliśmy w programie Dzień dobry TVN. Wraz z Leną opowiadaliśmy o tym jak ważne jest wspólne zasiadanie do stołu. W naszej ocenie to bardzo ważny aspekt jeżeli chodzi o wspólne, rodzinne relacje.

Opowiadaliśmy o tym, że bardzo dużo dla nas znaczą wspólne posiłki. Z naszego punktu widzenia to właśnie wspólne posiłki przy stole integrują naszą rodzinę. Przy stole zawsze poruszamy ważne dla nas sprawy. Poruszamy tematy, które dotyczą każdego z nas. Jeżeli ktoś boryka się z jakimś problemem to właśnie podczas posiłków próbujemy je wspólnie rozwiązać.

Jak to w programie czas leci jak piasek w klepsydrze i nie powiedzieliśmy o tym jak się zaczyna nasze celebrowanie wspólnie spędzonego czasu. Kilka lat temu Lena był niejadkiem. Jak każdy dbający o zdrowie swojej pociechy rodzic próbował “wepchnąć” w swoje dziecko wszystko co było pod ręką. Aby rosło, aby było zdrowe, aby było najedzone! Jedz to jest dobre! Czyżby?

Taka sytuacja: Idziecie do restauracji. Kuchnia świata. W karcie jest ponad 30 dań, różne dania. Czy zjesz wszystko? Czy wszystko z karty jest dla Ciebie dobre, odpowiedne? Nie sądzę. Nie uwierzę, że jest chociaż jedna osoba na świecie co zje ze smakiem wszystko co jej podadzą na talerzu. Nie realne!

Tak samo jest z dzieciakami. Nie chcą jeść bo im nie smakują. Ich receptory smaku nie działają tak jak u dorosłych osób. Do tego by dziecko jadło  rzeczy trzeba czasu. Dziecko musi się samo przekonać, że rzeczy, które chcesz jej podać są smaczne, zdrowe. To, że położysz na stole talerz z zieleniną czy też mięsem i mówisz jedz! To tak nie działa! e-e! Tylko się zaczniesz irytować, wkurzać a dziecko i tak nie zje, zacznie płakać, Ty dostaniesz furii i na końcu to albo zjesz albo wyrzucisz. Prawda? No prawda! Nawet nie kwestionujcie tego co napisałem bo taka jest kolej rzeczy.

Długo siedziałem, myślałem, obserwowałem, ustalałem co zrobić aby to się zmieniło. I w końcu się udało. Na dzień dzisiejszy praktycznie wszystko co ugotuję lub ugotujemy wspólnie (do tego zmierzam) to dzieciaki jedzą.

Moja metoda naprawdę działa! Dzieci zaczęły jeść.

Zaprosiłem dziewczyny do kuchni. I powiedziałem: dzisiaj gotujemy razem. Upieczemy wspólnie dużą, rodzinną pizze. Każdy dostał podział obowiązków. Oczywiście Nela takie aby nie miała do czynienia z nożem. Lena już potrafi kroić więc nie miałem obaw przekazać jej nóż aby przygotowała półprodukty. Nela wałkowała ciasto, nakładała sos, który wcześniej ugotowałem. Największą frajdę miały gdy wspólnie układaliśmy komponenty. Gdy się upiekła i ją pokroiłem to nadal obserwowałem ich zachowanie. Podkreślałem wielokrotnie, że to nasza wspólna pizza i będzie na pewno lepiej smakować. Zjadły! Mogę napisać, że pochłaniały ją z radością! Przepis na domową pizze

Kolejny raz powiedziałem, że będziemy gotować rosół. Nie było problemu by je do tego namówić. W sumie zrobiły go same. Ja im tylko podpowiadałem jak należy co robić. Nela obierała warzywa, Lena układała, zalewała wodą. Wspólnie gotowały również makaron. Znowu zadziałało!

Nela je warzywa! Je, bo je polubiła na nowo! Spróbowaliśmy zrobić sałatkę, pokroiłem jej pomidory, ogórki, paprykę i mówiłem jej, że ma ładnie poukładać. By poukładała w taki sposób by jej się podobało. Cyk! Sama zrobiła! Sama zjadła.

Kolejny test. Nasza rodzima tradycyjna, poznańska potrawa – Pyry z gzikiem. Nela nie lubi białego sera więc odpada.  Nie ma co na siłę jej tego wpychać bo wiem, że nie zje. Do tego trzeba czasu. Lena też nie lubiła a dzisiaj robi lepszą gzikę niż ja! Robi to perfekcyjnie! Sama jest w stanie zrobić całe danie! Wystarczy, że jej tylko powiemy jakie chcemy ziemniaki. W mundurkach lub pieczone? Wychodzą wyśmienite. Alternatywą dla Neli w tym przypadku jest jogurt, zielony ogórek i właśnie ziemniaki. Pieczone łódeczki w przyprawach lub gotowane w mundurkach okraszane masełkiem. Gdy gotuję zawsze wołam je do siebie i proszę by spróbowały np. sos. Pytam czy dobry, czy czegoś brakuje etc.

Mógłbym wymieniać i wymieniać. Podsumowując mój wpis to mogę napisać, że wspólne gotowanie, rozmowa bardzo integruje naszą rodzinę. Poznajemy siebie nawzajem. Wiemy co kto lubi i wiemy jak dostosować potrawy aby każdy mógł zjeść ze smakiem. W dodatku uczę dzieciaki samodzielności. Jestem mega dumny z tego, że Lena załapała bakcyla i sama próbuje gotować. Nie trzeba jej do tego namawiać. Ostatnio sama robiła Sushi. Kurczę tak je wysmyczyła, że gdybym nie wiedział, że to ona robiła to bym myślał, że Daria gdzieś zamówiła. Bardzo duży progres. Bardzo mnie to cieszy.

Warto spuścić z tonu i próbować rozmawiać, próbować nowe smaki lecz nic na siłę. Nie wmuszajcie dzieciakom rzeczy, które nie chcą jeść. Z czasem się same przekonają. Bądźcie przykładem i pokazujcie dobre nawyki. Jedzcie warzywa, mięso. Pokazujcie, że to Wam smakuje. Zachęcajcie do wspólnego gotowania. Jest to fajna zabawa, fajne doświadczenie i mile spędzony czas. Czas, którego coraz częściej nam brakuje a dzieci rosną. Gotujcie, jedzcie, rozmawiajcie razem. To cementuje wasze relacje.

 

Zobaczcie sami n Youtube nasze wspólne gotowanie:




Domowy przepis na szynkę dojrzewającą – zrób to sam

Przepis na szynkę dojrzewającą.

To Wam dzisiaj zaserwuję. Nigdy nie robiłem więc to był mój pierwszy raz. Widziałem jak taką szynkę robił mój tata lecz nigdy mnie to nie interesowało. Miesiąc temu pomyślałem, że spróbuję sam zrobić szynkę dojrzewającą w domu. I tak i jest! Zrób to sam!

Przepis na szynkę dojrzewającą, bez sztucznych barwników, konserwantów.

Kupiłem mięso wieprzowe: szynkę kulkę i zacząłem całą zabawę.

Mogę powiedzieć, że ten moment to był niczym celebracja. Oczekiwanie na jej pierwsze rozkrojenie powodowało, że aż we mnie buzowało.

Jak  taką szynkę dojrzewającą w domu?

Mięso myjemy i ściągamy błony. Całość układamy w jakimś naczyniu i zasypujemy nasze mięso solą. Ja wybrałem miskę na dno położyłem podstawek a na ten podstawek szynkę i zasypałem to solą. W taki sposób woda, która zostanie wyciągnięta przez sól z mięsa ocieka na dno miski. Mięso tak ułożone nie ma styczności z wyciekającą wodą.
W ten sposób moja szynka leżała w soli trzy doby.

 

Po tym czasie, mięso z wierzchu lekko stwardnieje i się zrobi ciemniejsze. Ja nie stosuję soli peklowej tylko zwykłą sól kamienną.

Wyciągamy naszą szynkę i zbieramy nadmiar soli. Układamy na gazie, czystej pieluszce tetrowej lub lnianej tkaninie i obsypujemy przyprawami, ziołami. Ja zastosowałem, pieprz, ostrą paprykę, tymianek oraz liście laurowe.

Całość zawijamy i sznurujemy. Odkładamy w miejsce, które ma ok 18C*. Miejsce musi być przewiewne. Co trzy dni zmieniamy tkaninę aż do momentu gdy zauważymy, że nasze mięso przestaje być wilgotne. U mnie trwało to dwa i pół tygodnia. Szynka straciła prawie 300g wody.

Po tym czasie naszą szynkę wstawiamy do lodówki na około siedem dni.

Po ponad trzech tygodniach od momentu zawinięcia celebrowałem krojenie mojej szynki.

Smak szynki domowej dojrzewającej

Słona, wyczuwalny akcent ziół. Dla mnie idealna. Mimo, że surowa to bardzo krucha i się dobrze rozpada podczas jedzenia. Moja żona gdy ją posmakowała, powiedziała, że mam już zacząć robić kolejne. Czyli? No smakowało! Kolejne spróbuję podwędzić i dodać innych przypraw.
Spróbujcie sami zrobić taką szynkę. Takie szynki w sklepach są drogie więc zaoszczędzicie kupę kasy a do tego macie pewność, że nie ma w nich nic sztucznego. Kolejny fakt: Im dłużej schnie tym lepsza. Być może kolejne po wiszą dłużej?

PS: Odwijając szynkę możecie zauważyć białe kropki. Jest to wysolenie z mięsa. Nie ma się czego obawiać.




Dokarmianie dzikich ptaków. Czym karmić ptaki?

Mamy środek jesieni i jak to właśnie jesienią dzikie ptactwo zaczyna poszukiwać pożywienia. Flora zaczyna zapadać w sen zimowy a jej liście i owoce obumierają. Wtedy ptaki zaczynają magazynować pożywienie aby przetrwać zimę.

Człowiek może im w tym pomóc.

Wystarczy zbudować karmnik i sukcesywnie pomagać naszym ptasim przyjaciołom dostarczając im pożywienie.

Jak zbudować prosty karmnik dla ptaków?

Ja kupiłem dwa plastry drewna i drewniany kij do szczotki. W domu znalazłem kilka wkrętów i już wiedziałem, że uda się to razem wszystko zmontować.

Plastry mają średnicę 25 cm. Kij od szczotki pociąłem na dwudziestocentymetrowe  odcinki. Służą mi one jako podpory między plastrami.
Pozostały kawałek kija przymocowałem na środku dolnego plastra. Ma on za zadanie utrzymywać w słupku ogrodzeniowym nasz karmnik dla ptaków. Całość pomalowałem trzykrotnie bezbarwnym lakierem aby zabezpieczyć drewno przed wilgocią.

Koszt karmnika: 25zł

Dokarmianie dzikich ptaków. Czym karmić ptaki?

Najlepsze dla naszych ptaków to to co naturalne. Wszelkiego rodzaju ziarna, nasiona, orzechy. Zauważyłem, że ulubionym żarełkiem dla moich sikorek oraz sójek są właśnie orzechy. Zawsze jak wieszam im worki z ziarnami i orzechami dla ptaków to właśnie orzechy pierwsze znikają.
Kule tłuszczowe: Tłuszcz zwierzęcy (łój wołowy) dokładnie miesza się z ziarnami zbóż. Kupuję takie gotowe kule i również cieszą się one powodzeniem u moich ptasich sąsiadów.
Praktycznie w każdym markecie kupicie zestawy nasion, pokarmów dla ptaków. Nie są one drogie i wystarczają na długi czas.
Pamiętaj! Że jak się zdecydujesz na dokarmianie ptaków to rób to regularnie. Ptaki szybko się przyzwyczają i będą Cię codziennie odwiedzać.
Powiem Wam, że od kiedy mamy karmnik to codziennie widujemy bardzo dużo sikorek, sójek, kopciuszków. Przylatują też wróble ale rzadko.

Czym nie wolno karmić ptaków?

Nie dajemy ptakom pokarmów przetworzonych. Chleb, bułki, solona słonina. Wszystko to co zawiera sól. Tego kategorycznie nie wolno podawać ptakom. Chleb szybko pleśnieje a rzeczy zawierające sól powodują to, że ptaki dostają nadwrażliwości pokarmowych oraz bardzo chce im się pić a jak wiemy zimą dostęp do wody jest ograniczony. Tak samo nie wolno podawać gotowanych ziaren, kasz itp.

Powiem Wam, że oglądając ptaki, które jedzą z naszego karmnika czuję wielką satysfakcję. Zrobiłem go sam z dziewczynkami i codziennie podziwiam jak nas odwiedzają ptaki.

Pamiętaj! Decydując się na dokarmianie ptaków rób to mądrze i odpowiedzialnie. Tak aby im nie zaszkodzić.

jak wygląda sikorka jak wygląda ptak kopciuszek jak wygląda ptak sikorka

 

 




Flaki – ulubiona zupa Króla Jagiełły

Dawno, dawno temu już jedzono tę zupę. Flaki. Władysław Jagiełło zajadał się właśnie flakami. No to jak? Jak Król jadł to każdy chłop powinien. Prawda jest taka, że flaki mają tylu zwolenników co i przeciwników. Osoby, które nie jedzą flaków zazwyczaj odrzucają tę zupę z powodu jakim jest z której części zwierzęcia pochodzą. Nawet The Times kiedyś uznał flaki za najbardziej obrzydliwą potrawę na świecie.

Flaki to nic innego jak żołądki wołowe, wieprzowe. I dzisiaj Wam udowodnię, że da radę to zmienić. Nawet jedna osoba, która zarzekała się, że nigdy tej zupy nie tknie zajadała się ze smakiem. Wszystko zależy jak ją przyrządzimy. Ja mam swój sposób z którym się dzisiaj z Wami podzielę.

Ulubiona zupa króla Władysława Jagiełły

Składniki na smaczne flaki

  1. 500g krojonych flaków wołowych – 8,99zł (kupiłem -50%)
  2. 1/2 opakowania mrożonej, krojonej włoszczyzny – 2.60zł (połowa 1.30zł)
  3. 3 podudzia z kurczaka – ok 2.00zł
  4. 400g – puszka krojonych pomidorów – 2.35zł
  5. 3 zielone, małe papryki jalapeno – 1.30zł
  6. ziele angielskie – 5 ziaren
  7. liście laurowe 4 szt.
  8. nać pietruszki – z ogródka 🙂
  9. mielona kolendra – 1/3 małej łyżeczki

Przygotowanie smacznej zupy flaki

Do garnka wlewam 1L wody. Wrzucam tam flaki. Zagotowuję, odcedzam i ponownie zalewam wodą. Dorzucam podudzia z kurczaka. Gotuję całość w 1L wodzie do momentu aż mięso z kurczaka skruszeje. Wyciągam podudzia i wrzucam do środka krojoną włoszczyznę, liście laurowe oraz ziele angielskie i posiekaną paprykę. Całość gotuję ok 1h.

Gdy mięso z kurczaka wystygnie, obieram, kroję na mniejsze kawałki i dorzucam, do garnka. Gdy nasze flaczki zaczną być miękkie wlewam do środka puszkę pomidorów i gotuję jeszcze ok 20 minut.

Lubię gdy flaki są gęste. Dla smaku doprawiam jeszcze solą i grubo mielonym pieprzem. Jest ostro, aromatycznie i smacznie.

Mięso z kurczaka trochę przełamie smak typowych flaków. Lecz nadal są one smakowo wyczuwalne. To moja propozycja przygotowania flaków. Bardzo zmodyfikowana i różni się od tej tradycyjnej zupy flaki, którą zajadał się nasz król Jagiełło.




Każdy ma swojego bohatera

Dawca krwi. Tak mogę się nazywać. Od dawna chciałem to zrobić lecz zawsze miałem jakąś wymówkę. A bo się źle czułem, a bo nie miałem czasu, zawsze coś. A tak naprawdę powód był jeden. Strach.

Tak! Bałem się iść oddać krew. Mimo, że tak naprawdę nie znałem powodu dlaczego się boje iść oddać krew to zawsze próbowałem to sobie jakoś usprawiedliwić.

Aż przyszedł ten dzień, że powiedziałem sobie, że pójdę oddać krew. Potrzebowałem tylko jakiegoś bodźca.

Mój bohater dał mi siłę!

(grafika Sylwester Łyżwiński)

Pewnego lipcowego dnia, zauważyłem na Facebooku wpis mojego znajomego: “Oddaj każdą krew dla Michasia”. Już wcześniej wiedziałem, że Michał jest chory lecz nie spodziewałem się, że choroba tak szybko postępuje. Gdy tylko przeczytałem tę wiadomość to wiedziałem, że to jest ten dzień! Że w końcu się zdobędę na to by w końcu oddać krew. I tak się stało. Namówiłem również kilku moich znajomych i w piątkę wstawiliśmy się w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Poznaniu. Gdy tylko oddałem krew poczułem się naprawdę dobrze! Nie chodzi mi o samopoczucie fizyczne tylko czułem prawdziwą satysfakcję. Ciężko mi to opisać te uczucie. Byłem dumny? Szczęśliwy? Nie wiem. Wiem tylko, że mogłem dorzucić moją cegiełkę dla Michała!

Wiedziałem, że to był właśnie sygnał i to Michaś został moim bohaterem! To właśnie on mnie zmotywował, dał mi siły abym mógł się przestać bać…

Już wiedziałem, że będę to robił co 54 dni! Poczułem wewnętrzną potrzebę dzielić się krwią z osobami, które jej potrzebują.

Kolejny raz wstawiłem się trochę po terminie. Niestety praca nie pozwalała mi się wstawić w RCKiK. Umówiłem się na wizytę 29 września. Po raz kolejny przechodziłem całą procedurę. Opiszę co trzeba zrobić aby oddać krew.

Gdy tylko czujesz się zdrowo i spełniasz wszystkie wymagania jakie stawia nam Centrum krwiodawstwa to możesz umówić się na wizytę w najbliższym dla Ciebie miejscu poboru krwi. Możesz wizytę umówić internetowo. Link do: Umów wizytę na oddanie krwi. Wchodzisz, wypełniasz formularz i wybierasz dla siebie dogodny termin. Jest również możliwość oddania krwi w Krwiobusie. Terminy i miejsca są cały czas aktualizowane na stronie RCKiK.

Jak wygląda wizyta w RCKiK?

Wstawiasz się na wizytę 15 minut przed lub do 15 minut po wyznaczonym terminie. Nie można się spóźnić ponieważ przepadnie ci kolejka. Pobierasz numerek rejestracyjny i oczekujesz na wezwanie do okienka rejestracyjnego.

Gdy tylko przyjdzie Twoja kolej zostaniesz poproszony o wypełnienie ankiety. Pamiętaj, że trzeba mieć ze sobą dowód osobisty lub paszport bo nie będziesz mógł zostać zarejestrowany.

Ankieta zawiera kilka stron dotyczących Twojego stanu zdrowia. Będą pytania o przebyte choroby, kontakt z zarażonymi, o to jakie kraje odwiedzałeś w ciągu 12 miesięcy.

Po wypełnieniu ankiety, będziesz poproszony o poddanie się badaniu krwi. Pobiorą ci małą próbkę krwi w celu zbadania czy rzeczywiście nic Ci nie dolega i czy Twoja krew spełnia oczekiwane wymagania. Nie ma znaczenia grupa krwi. Każda krew jest potrzebna.

W kolejnym kroku odwiedzisz lekarza, który zweryfikuje Twoją ankietę i zobaczy czy pobrana próbka krwi jest w porządku. Gdy przejdziesz badania pozytywnie : ciśnienie, osłuch płuc, oraz ankieta będzie ok to zostaniesz zakwalifikowany jako potencjalny dawca krwi. Przejdziesz do kolejnej sali w celu oddania krwi.

W poczekalni możesz poczęstować się kawą, wodą, herbatą bez ograniczeń. Pamiętaj aby oddawać krew musisz być odpowiednio nawodniony. Wypij przed wizytą przynajmniej 1.5L wody, soku etc. Nie spożywaj alkoholu dzień przed i w dniu oddania zjedz lekkie śniadanie.

Samo oddanie krwi trwa szybko. Za pierwszym razem pobierano mi dosłownie 7 minut 450ml mojej krwi. Za drugim razem miałem dość niskie ciśnienie, lekarz warunkowo mnie przepuścił na badaniu. Kolejny raz pobierano mi ponad 15 minut. Mocno pompowałem. Pani pielęgniarka nie mogła mi znaleźć żyły do poboru ale w końcu się udało.

Kolejny raz czułem się wspaniale! Wiem, że znowu pomogłem.

Po oddaniu krwi otrzymasz 8 czekolad, sok i batonika. Przysługują ci dwa pełnopłatne dni zwolnienia od pracy lub szkoły. Lecz nie jest to dla mnie żadną motywacją by oddawać krew za te benefity. Tutaj liczy się cos innego. Pomoc bliźniemu.

Mój bohater Michał!

To dzięki niemu postanowiłem, że będę oddawał krew i tą decyzją pomagał innym. Niestety kilka dni po oddaniu krwi mój bohater odszedł z tego świata.  Drugiego października jego tata powiadomił o śmierci mojego czteroletniego bohatera. To był dla mnie cios. Nie spodziewałem się, że tak bardzo przeżyję tę chwilę. Do dzisiaj o nim myślę i wiem, że to dzięki niemu będę dalej trwał w swojej decyzji i będę oddawał krew.

Bardzo zachęcam Was byście spróbowali. Nigdy tego nie robiliście? Nie oddawaliście krwi? Zróbcie to! Krwi nie da się wyprodukować w laboratorium. Krew to część Was od której zależy życie potrzebujących.

Od ponad 10 lat jestem w DKMS ale od tego roku jestem również dawcą krwi. Kolejna wizyta to 24 listopada.

Mam nadzieję, że tym wpisem zmotywuję Was by oddać krew. Tak jak zmotywował mnie do tego mój bohater Michaś.

Ktoś z Was oddaje już krew?

 

 

 




Lody jak od babci, lody włoskie, truskawkowe – przepis

Kto pamięta jeszcze smak włoskich lodów. Lodów takich jak dwadzieścia, trzydzieści lat temu? Takie lody robiła babcia, mama, ciocia… Ale również pamiętam ten smak z przyulicznych lodziarni. Lody z automatu lane do wafelka. Tak to był smak, którego nie da się zapomnieć. Dlatego starałem się odtworzyć ten smak i mi sie udało!

Zrobiłem bazę lodową a z nich dwa smaki. Lody śmietankowo waniliowe oraz lody truskawkowe. Te drugie to smak sezonowy bo czerwiec to wysyp polskich truskawek i można kupić smaczne, słodkie truskawki praktycznie wszędzie.

składniki na włoskie domy domowe jak lody od babci

Lody włoskie – przepis

Potrzebujemy:

  1. 1 litr mleka – najlepiej świeżego 3.2% – 3,00zł
  2. 2x śmietanka kremowa 330ml – 30% ( minimum 30%) – 3.40zł/szt
  3. 6 jaj – 4.20 zł
  4. 100g cukru pudru – 0,60zł
  5. jeden cukier waniliowy – 1.10zł
  6. 200g truskawek – ok. 2,00zł

Lody włoskie i truskawkowe – przygotowanie

Mleko oraz śmietanki wlewamy do garnka i na małym ogniu zagotowujemy. W międzyczasie jaja rozbijamy i ubijamy wraz z cukrami. Gdy mleko się zagotuje wyłączamy i wlewamy ubite jaja z cukrem. Całość mieszamy ponownie zagotowujemy. Całość przelewamy do miski i miksujemy przez ok 3 minuty. Pozostawiamy do ostygnięcia i ponownie miksujemy.

W międzyczasie blendujemy truskawki. Stopień rozdrobnienia mały. Lubię jak są małe kawałki owoców.

Naszą bazę lodową dzielimy na dwie części. Śmietankowo waniliową przelewamy do plastikowego pojemnika 1L. Resztę przelewamy wraz z miksowanymi truskawkami do miski i ponownie miksujemy aż składniki nam się wymieszają, połączą. Przelewamy do pojemnika 1-1.5L.

Obydwa pojemniki wstawiamy do zamrażalki na 1h. Po tym czasie wyciągamy i ponownie miksujemy. Czynność można powtarzać co godzinę 2-3 razy. Lody nam się powinny ściąć całkowicie po upływie 4-5h.

 

Smaki jakie odtworzyłem w weekend sprawił mi wiele radości. Ten smak lodów nie jestem w stanie opisać żadnymi słowami. Kupne lody nie są w stanie dorównać smakom lodów, które zrobiłem! Zamiast cukru waniliowego można zastosować laskę prawdziwej wanilii. Ja niestety nie mogłem jej w weekend kupić ale jestem pewien, że w taki sposób je wykonam. Następne na tapecie będą lody czekoladowe, miętowe oraz pistacjowe. To będzie sztos!

Życzę Wam smacznego!




Jak zrobić skrzynkę na sadzonki? Skrzynka na taras, balkon – DIY

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

To nie jest takie trudne. Jakiś czas temu konstruowałem regał ze skrzynek ogrodniczych.

Jak zrobić regał ze skrzynek – poradnik – DIY

Po tej akcji zostały mi dwie skrzyneczki.

Tak się zastanawiałem co mogę z nich zrobić? Wpadłem na pomysł by wykonać skrzynki na sadzonki.

W związku, że wiosna w pełni a nasz ogródek przechodzi wielką metamorfozę i nie będzie w nim w tym roku miejsca na warzywa i owoce postanowiłem posadzić je w skrzynki. W domu znalazłem puszkę farby, oraz cztery nóżki, które kupiłem do w/w regału. Dodatkowy komplet leżał więc postanowiłem je wykorzystać.

Skrzynka jest wymiarów 50x40x30cm. Całkowity koszt wykonania takich skrzynki to 45zł. Możemy zrezygnować z nóżek. Wtedy sama skrzynka to koszt ok 23zł plus farba. Nóżki również można wykonać z drewna. Kupujemy kantówkę drewnianą i tniemy ją na wysokość ok 8-10cm. Takie klocki moną służyć nam jako nóżki.

Kantówka z drewna o wymiarach 6x6x180 cm to koszt ok 15zł a z niej wytniemy min. 18 nóżek na wysokość 10 cm. Ogranicza Was tylko wyobraźnia.

Jak zrobić skrzynkę na taras?

Skrzynkę okleiłem i pomalowałem jedną warstwą farbą do drewna. Postanowiłem, że jeden pasek pomaluję na biały kolor.

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

Gdy antracytowa farba wyschła to okleiłem skrzynkę taśmą i pomalowałem na biało.

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

W domu znalazłem grubą folię którą postanowiłem wykorzystać.

Środek skrzynki wyścieliłem tą folią przymocowałem ją za pomocą pinezek.

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

Jak zrobić skrzynkę na balkon?

Na sam koniec zamontowałem cztery nóżki. Przykręciłem je wkrętami do drewna.

Po przekopaniu ogrodu wydobyłem sporo kamieni, jakiegoś gruzu itp. Wpadłem na pomysł, że wykorzystam je jako drenaż pod nasze podłoże. Folię w skrzynce ponacinałem w taki sposób by nadmiar wody swobodnie się wydostał. Na dnie ułożyłem kamienie. i zasypałem je ziemią ogrodniczą.

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

 

W pierwszą skrzynkę posadziłem truskawki.

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

W związku, że mojej Daruli skrzynka się spodobała to w tym tygodniu czaka mnie wykonanie jeszcze pięciu takich skrzynek. Będą w niech truskawki i pomidory koktajlowe. Zachęcam wszystkich to robienia mini ogródków. Jeżeli nie macie możliwości założenia typowego warzywnika to skrzynki są dla nich idealną alternatywą. Skrzynka na balkon czy też skrzynka na taras to nic trudnego!

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?

Jak zrobić skrzynkę na sadzonki?




Mój pierwszy stolik z żywicy epoksydowej – DIY

Ostatnio wykonałem mój pierwszy stolik z żywicy epoksydowej. Długo się za to zabierałem. Nie wiedziałem od czego zacząć. Dużo o tym czytałem, obmyślałem plan jak to wykonać, jak on ma wyglądać.

W związku, że to mój dziewiczy rejs w tym kierunku postanowiłem sobie, że jak mi nie wyjdzie to nie będę miał jakiś dużych wyrzutów sumienia.

Jak zrobić stolik drewniany zalewany żywicą epoksydową?

Wydaje się banalnie proste. Może takie jest lecz ja nigdy w życiu takich rzeczy nie robiłem. Nie miałem do czynienia z obróbką drewna.
Zastanawiałem się jakie drewno wykorzystać, jaką zrobić podstawę nogi. Jaką kolorystykę zastosować.

Zacząłem od podstawy. Podstawa naszego stolika wykonana jest z metalu. Ręcznie gięte i spawane. Obrobione mechanicznie i pomalowane na platynowy kolor. Wysokość naszej podstawy to 38cm a średnica 33cm.

Podstawa do stolika drewnianego

Gdy już nabyłem takie dwie podstawy pod nasze stoliki postanowiłem, że poszukam do tego drewna. Wybór padł na drewno z modrzewiu. Szukałem krążków, które będą większe niż średnica naszej podstawy. Udało mi się znaleźć krążki o średnicy 40cm. Drewno sezonowane, suche.

Pomysł był taki, by taki krążek zalać kolorową żywicą epoksydową. Lecz najpierw musiałem wykonać formę aby to miało ręce i nogi. Formę wyciąłem z płyty MDF. Średnica miała 42 cm.

Po przygotowaniu takiej formy zabrałem się za szlifowanie naszego krążka. Drewno przyjechało surowe z widocznymi śladami po pile. Szlifowałem szlifierką oscylacyjną papierami o ziarnistości: 60, 120, 220.

Pęknięcia drewna dłutowałem aby nie wystawały drzazgi. Całość ułożyłem na naszej płycie MDF i zacząłem obklejać i silikonować obrzeża. Obawiałem się, że nasza taśma pęknie i się wszystko rozleje.

Podstawa do stolika drewnianego

Po tym czasie wymieszałem płynną żywicę epoksydową wraz z utwardzaczem w stosunku 2:1. Po wymieszaniu podzieliłem ją na dwie części i dodałem barwników. Niebieskiego perlistego oraz różowego perlistego. Zacząłem od smarowania pędzlem zakamarków, kory i pęknięć. Po ok dwóch godzinach gdy żywica się odstała i niej zniknęły pęcherzyki powietrza zacząłem zalewać naszą formę.

Stolik drewniany z żywica epoksydową

Pozostawiłem do zastygnięcia na dwie doby.

Po tym czasie oderwałem taśmę i spód. Po czym zacząłem ponownie szlifować. Jak wyżej pisałem papierami o gradacji od 60 do 220.

Stolik drewniany z żywica epoksydową

Po wyszlifowaniu całości oczyściłem nasz blacik sprężonym powietrzem i odtłuściłem alkoholem izopropylowym.

W kolejnym kroku zacząłem malować nasz blat lakierem bezbarwnym o wysokim połysku. Robiłem to pędzlem i teraz wiem, że tutaj jednak metoda natryskowa jest o wiele lepsza. Niestety nie posiadam kompresora i pistoletu więc padło na pędzel.

Po malowaniu pozostawiłem dobę na wyschnięcie i przeszlifowałem nasz lakier i pomalowałem druga warstwę.

Stolik drewniany z żywica epoksydową

Zauważcie, że te czarne plamy na drewnie to są naturalne ślady. Tak chciałem aby natura łączyła się z abstrakcją. Lakier sprawił, że one jeszcze bardziej się ukazały.

Na sam koniec pozostał mi montaż podstawy wraz z blatem. W trzech miejscach podstawy nawierciłem dziurki i za pomocą wkrętów do drewna od spodu przykręciłem nasz blat.

Stolik drewniany z żywica epoksydową

Napiszę Wam, że miałem bardzo mieszane uczucia. Nawet się momentami bałem, że wszystko się spieprzy i poleci to do kosza. Jestem już pewien, że wykonam kolejny stolik ale tym razem będzie on spektakularny! Na pewno o tym napiszę. Na razie zbieram materiały aby go wykonać i pomyślę aby pomalować go natryskowo. Lecz o tym w następnym wpisie.

Pozdrawiam

Stolik drewniany z żywica epoksydową




Przepis na wiosenną grochówkę

Czasem bywa tak, że brakuje mi pomysłów na obiad. Brakuje jakiś chęci lub impulsu. Siedzisz myślisz i sam nie wiesz co byś zjadł. Macie tak? Ja mam ostatnio często takie sytuacje. Dzisiaj ugotowałem zupę, którą całkiem niedawno kochałem na nowo.

“Wiosenna grochówka” tak ją nazwałem. Może ta nazwa nie pasuje a może jest jednak trafiona. Prosty przepis, tani, smaczny. Przepis na na moją wiosenną grochówkę Wam opiszę poniżej. Krok po kroku.

Co potrzebujemy aby ugotować naszą wiosenną grochówkę?

  1. 500g łuskanego grochu – 1.70zł
  2. 1 duża cebula – 0,50zł
  3. mieszanka zupy wiosennej  kupiona w promce za 2.19zł
  4. 2x kiełbasa śląska – ok. 3,50zł
  5. garść suszonego majeranku – ok 0,70zł
  6.  małe młode ziemniaki ok 300g – 1,00zł
  7. pieprz, sól, liść laurowy, ziele angielskie, dwa ząbki czosnku

Całość ok 8 porcji – koszt jednej: 1,32zł


Przepis na wiosenną grochówkę

Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy w naszym garnku. Powolutku by nie spalić, na wolnym ogniu. W międzyczasie naszą kiełbasę kroję w talarki a następnie w ćwiartki. Dobierając kiełbasę warto kupić najlepszą w dużą zawartością mięsa. Nie szczędźcie na tym. To właśnie ta kiełbasa nada Wam smaku. Tak pokrojoną kiełbasę podsmażam osobno, bez tłuszczu na patelni. Kiełbasa musi się przyrumienić.

Do naszego garnka z cebulą wrzucam wiosenną zupę  (mrożonki) i całość zalewam ok 1.5L wody. Gotuję ok 10 minut.

Do naszych warzyw wsypuję groch. Co jakiś czas mieszam uważając by się nie przypaliło. Pamiętajcie, że groch ma tendencje do przypalania się na dnie garnka. gdy groch zacznie pęcznieć to wrzucam naszą podsmażoną kiełbasę oraz dosypuję majeranku, liście laurowe, ziele angielskie, pieprz i sól. Ja kocham majeranek i wsypuję go naprawdę dużo.

Małe, młode ziemniaki mają kaliber ok 30-35mm. Myję je i kroję w ćwiartki. Po ok 40 minutach gotowania wrzucam je do naszego garnka. Mieszamy. Zwróćcie uwagę by zupa nie była za gęsta bo się zacznie przypalać. Ja dolewam co jakiś czas pół szklanki wody i mieszam. Konsystencja nie jest rzadka lecz również nie robię tak zwanego betonu 🙂 Wiem, że jak groch się całkowicie rozpadnie to wpije on naszą wodę i zupa suma summarum będzie gęsta.

Zupa gotuje się ok dwóch godzin. Jest bardzo prosta w wykonaniu i nie jest droga. Dla bardziej wymagających polecam dodać kawałek wędzonego boczku. Będzie jeszcze bardziej aromatyczna.

Smacznego!

Przepis na wiosenną grochówkę

Przepis na wiosenną grochówkę




Jak zrobić regał ze skrzynek – poradnik – DIY

Całkiem niedawno moja nastoletnia córka powiedziała mi, że chciałaby mieć oryginalny regał w swoim pokoju. Coś czego nie ma w sklepie. Długo się nie zastanawiałem i włączyłem kompa w celu szukania dla Leny propozycji.

Znalazłem w necie regał zbudowany ze skrzynek. Tak drewniane skrzynki na owoce. Projekt został zaakceptowany. Widziałem uśmiech na jej twarzy i że trafiłem w jej gust.

Znalazłem odpowiednie skrzynki o wymiarach 50x40x30cm. Drewno sosnowe. Koszt takiej skrzynki to 21.90zł za sztukę. Na regał wyliczyłem, że będę potrzebował 8 skrzynek.

Drewniane skrzynki są ze surowego drewna. Niczym nie pomalowane, nie są wykończone. Musiałem to wszystko rozplanować. Postanowiłem, że je poukładam na podłodze i dokładnie poskręcam. Wykorzystałem do tego wkręty do drewna, które wkręciłem elektryczną wkrętarką. Koszt takich wkrętów wyniósł mnie ok 2,00zł.

Dół regału musi być izolowany od podłogi. Wbiłem na dole małe nóżki. Za 6 sztuk zapłaciłem niecałe 10,00zł.

Teraz zostało tylko zeszlifować i pomalować.

Drewniane skrzynki wymagają obróbki mechanicznej. Szlifowałem papierem ściernym o gradacji 120. Po pierwszym razie wiedziałem, że nie uda mi się dokładnie zeszlifować. Mimo szlifowania drewno miało nadal delikatny meszek. Aby się go pozbyć należy regał pomalować farbą i pozostawić na minimum dobę aby wysechł. Te myszowate włoski podniosą się i utwardzą. Dzięki temu mogłem ponownie zeszlifować nasz regał.

Po drugim szlifowaniu przyszedł czas na drugie malowanie.  Drewniany regał ze skrzynek został pomalowany na biało.

Wymiary tego regału to:

  • wysokość: 183cm
  • szerokość: 90 cm
  • głębokość 30 cm

Całkowity koszt regału wyniósł mnie ok 260zł.  Satysfakcja gwarantowana!

Warto próbować i tworzyć samemu meble. Zrobiłem też lampę ale o tym w innym wpisie.

Piona!