1

Dzień dobry! Nie przyjdę dzisiaj do pracy…

Prima Aprilis 😀 Każdy kto ma poczucie humoru będzie rozmyślał, knuł jak tu kogoś w konia zrobić! Prawda? Kto z Was nie zrobił komuś psikusa właśnie w Prima Aprilis? Napiszcie w komentarzu jakiego psikusa Wam się udało komuś przyprawić?

Ok do rzeczy…
Pierwszego kwietnia zaczynałem nowy rozdział  w życiu. Normalnie w ten dzień była kumulacja.
W ten dzień zacząłem nową pracę w pewnej firmie. Tak się złożyło, że właśnie pierwszego kwietnia wykonałem o godzinie 8:00 telefon do szefowej:
– Dzień dobry Pani Magdo 🙂
– Dzień dobry Panie Bartku 😛
– Pani Magdo, dzwonię do Pani w bardzo nietypowej sprawie…
– W jakiej sprawie Panie Bartku?
– Nie mogę przyjść dzisiaj do pracy 🙂
– Jak to nie może pan przyjść do pracy???
– Córka mi się rodzi 😀 😀 😀
– No chyba sobie pan jaja robi! Prima Aprilis?
– Nie, Pani Magdo, właśnie jadę z żoną do szpitala…
Kurtyna!

Z uśmiechem na ustach a zarazem pełen obaw, nerwów jechaliśmy wspólnie do szpitala na ul Polną w Poznaniu.
Od samego rana była nerwówka! Daria o byle co mnie opierdzielała! W sumie to ją próbowałem zrozumieć.
Weszliśmy na oddział przyjęć. Daria weszła do środka.
Pewna pielęgniarka zapytała mnie: A Pan z ta walizką to gdzie?
Ja spanikowany odpowiedziałem no jak gdzie? Żona będzie rodziła to są jej rzeczy!
– Poród rodzinny czy żona sama rodzi?
– Rodzinny! Odpowiedziałem dumnie.
– To Pan wyjdzie do poczekalni, tam jest okienko, zakupi tam, Pan flizelinowy kitel i ochraniacze i Pan tu wróci.

Podchodzę i mówię:
– Dzień dobry, chciałbym kupić kitel, który potrzebny mi będzie do porodu rodzinnego. Ogólnie chciałem wszytko opłacić, poród, kitel.
– Proszę Pana poród rodzinny jest darmowy, a za kitel poprosze 150zł.
W głowie się zakotłowało… Ile qwa? 150zł?
– 150zł? Tyle on kosztuje?
– Tak , tak, to opłata jednorazowa.

Kopara mi opadła, kupiłem i postanowiłem wrócić we wskazane miejsce, gdzie znajdowała się Daria.

Wchodzę, popłoch pielęgniarki biegają… rozglądam się, Darii nie widzę. Hmm idę do rejestracji, stoję jak kołek ubrany na zielono z walizką w ręku! Pytam, przepraszam, moja żona Daria była tutaj przed chwilą, wie może Pani gdzie się teraz znajduje?
Pani rozglądając się rzekła do mnie, pojechała na porodówkę na drugie piętro.
No to ja przechodząc, tachając walizkę przez cały korytarz władowałem się do windy i pojechałem na drugie piętro.
Wysiadam i widzę drzwi na kartę, akurat jedna Pani ubrana również jak ja na zielono otworzyła te drzwi kartą to ja nie czekając przytrzymałem drzwi i po chwili wszedłem do środka.
Kilkanaście metrów dalej widzę ławki…
Myślę usiądę sobie, poczekam. Siedzę kilka minut, na oddziele słychać krzyki rodzących kobiet. Zaczynam czuć obawy, zaczynam się pocić!
Nie wytrzymałem, wstaję idę do kobiety przyjmującej na oddziele i się pytam: Gdzie jest moja żona? Ona z uśmiechem, no jak pan tu jest to prawdopodobnie rodzi 😀

No ja to rozumiem ale gdzie? w której sali? Byłem kupić ten kitel a ona już tu rodzi, zacząłem się denerwować!
– Nazwisko żony! Jak HausGestapo wyjechała do mnie ta piguła!
Odpowiedziałem. Wertuje, wertuje, szuka i odpowiada:
– Nie ma tutaj Pana żony!
– No jak nie ma? Ta Pani z dołu powiedziała, że żona tu jest!
– No mówię, że żony tu nie ma! Nich Pan na mnie nie krzyczy…
– Jak jej tu nie ma to gdzie jest?
– Nie wiem, niech Pan jedzie na dół do rejestracji się dowiedzieć. Do widzenia!

Kurwa, wtedy to już mi się śmiać nie chciało, ja na zielono, czekam na poród, Darii nie ma! To znaczy jest ale nie wiem gdzie!
Idę do windy i zjeżdżam w dół! Tacham tą walizę! Wracam na oddział przyjęć, czy rejestracja? Nie pamiętam…
– Proszę Pani do góry na porodówce powiedziano mi, że żony tam nie ma! Gdzie ona jest?
Pada pytanie…
– Nazwisko żony!
Odpowiedziałem…
– aaa to pana żona! Jest w pokoju tutaj obok na wstępnych badaniach…
Zdębiałem! Chciałem się jej zapytać: Czy Pani sobie wyobraża co ja przeżyłem do góry? Nie zna Pani zasad??? Tak się kurwa nie robi!
No ale uspokoiłem się zaraz jak zobaczyłem Darię…
Przebieg porodu nie będę wam opisywał bo był długi i bardzo bolesny. Daria rodziła Lenę 13 godzin i 36 minut.
Na sam koniec gdy wracałem do domu to byłem pod tak wielkim wpływem emocji, że przejechałem na czerwonym świetle nie zatrzymując się nawet na skrzyżowaniu. Na szczęście była to bardzo późna godzina i nie było wzmożonego ruchu.

Dzisiaj moja Prima Aprilis skończyła 9 lat.




Jak nauczyć dziecko oszczędzać?

Jak nauczyć dziecko oszczędzać? Dobre pytanie co?  Poruszając ten temat od razu się przyznam, że jest to dla mnie bardzo trudne! Przykład powinien iść z góry a gdyby nie moja żona to prawdopodobnie nic nigdy byśmy nie zaoszczędzili. Bo ja ile bym miał to bym lekką wszytko wydał.

Jak już wspomniałem przykład powinien iść z góry to dzisiaj wam Tata sam w domu opisze jak można tego dokonać.

Jadąc na zakupy róbmy listę zakupów – uczymy się oszczędzać!

Tak! Zanim pojedziecie do marketu zróbcie przegląd lodówki, łazienki, innych schowków i napiszcie czego Wam brakuje, co się skończyło. Kupując na chybił trafił na bank kupicie produkty, których nie potrzebujecie. To znaczy takie, które jeszcze są lub takich których naprawdę nie potrzebujecie. Tak zwane “przydasie” potrafią nam zrujnować budżet. Najedz się! Nie jedź na zakupy na głodnego! Te wszystkie smakołyki zahipnotyzują cię! Wydasz kasę!

W ten sposób pokazujemy dziecku, że kupując rzeczy z listy zakupów nie wrzucamy do koszyka rzeczy, które są nam zbędne, niepotrzebne.  Gdy jesteśmy już na zakupach i dokonujemy zakupów to róbmy to z głową!

Nie łapcie się na czołowe regały z promocjami! Może się okazać, że to co jest w danym dniu w promocji, tak naprawdę jest droższe do produktów innego producenta.

  • porównuj ceny innych producentów
  • sprawdzaj czy opakowania mają taką samą wagę
  • sprawdź, cenę za kilogram / litr a nie za opakowanie! Często na tym polegamy.
  • nie kupuj pierdół przy kasie, to są pułapki

Często duże markety, dyskonty wypuszczają na rynek produkty logowane własną marką. Sprawdzajcie na opakowaniu kto dla nich produkuje dany produkt. Jeżeli jest tylko informacja wyprodukowany dla… Szukajcie w internecie. Takie produkty są często tańsze od kilkunastu groszy do kilku złotych za sztukę.

Opisałem pierwszy krok, jak uczyć dzieci dobrych nawyków.

Co można wykorzystać jeszcze raz?

Tato, kupisz nam ryzę papieru? Takk! Spoko! Pada odpowiedź. Okazuje się, że dzieci malują rysują, połowę kartki i potem w kosz. Ołówek, kredka do połowy zużyta i kosz. Uczmy dzieciaki aby takie kartki odwracały i malowały, rysowały na nich z drugiej strony. Jest wiele przykładów nie tylko papier i ołówki…

Oszczędzanie jedzenia

Nela często, nagryza jakiś owoc i zostawia. taki owoc się psuje i jest do wyrzucenia.  Taki owoc możemy pokroić w ćwiartki, kosteczkę i schować do lodówki. Możemy je zjeść później lub nawet ugotować z nich kompot. U nas jest jeszcze dodatkowo możemy dać do zjedzenia świnką morskim. mamy dwie 🙂

To niby nic ale każdy taki drobiazg potrafi nam zaoszczędzić pieniądze. Prawda? Zwracacie na to uwagę?

Uczymy oszczędzać dziecko pieniędzy

Od kiedy Lena uczęszcza do szkoły podstawowej chciałem aby i ona miała swoje pieniądze. Nie chcę aby to były duże pieniądze. Chcę aby nauczyła się ich wartości. Aby miała świadomość co ile kosztuje. To bardzo ważny aspekt. Od tego powinniśmy zacząć.

Kilka dni temu kiedy rano ją szykowałem do szkoły zauważyłem, że ma małego kobiecego foszka! Zapytałem ją o co chodzi?

No bo tato! Ja wstaję o siódmej rano tak jak Ty! Mama jedzie do pracy, Ty idziesz do pracy a ja do szkoły!
No Leno, to oczywiste, ale do brzegu o co Tobie chodzi?
No bo Wy macie z tego kasę! A ja nie!

W pierwszej chwili chciałem się roześmiać ale wytrzymałem. Dało mi to do myślenia. Odprowadzając ją do szkoły postanowiłem, że podpowiem jej w jaki sposób może zaoszczędzić pieniądze. Jak postępować aby odkładać, oszczędzać.
Zapytałem: Leno w środy jeździsz na basen. Mama daje Tobie 5 złotych na ciacho, hot doga. A gdybym dawał Tobie więcej śniadanka do szkoły? Dorzucał dodatkowo jogurt i wkładał łyżeczkę to być nie musiała kupować nic na basenie?
Po chwili odpowiedziała, spróbuję…

Wieczorem, zapytałem:
Jak Lena, udało się Tobie zaoszczędzić dzisiaj pieniążki?
Tak! Mam te 5 złotych, które mama mi dała!
W nagrodę dałem jej drugie 5 złotych. Uśmiech jaki miała na twarzy był warty wszystkich pieniędzy jakie miałem przy sobie!
Nie chcę abym był odebrany źle! Nie chcę abyście myśleli, że ośmioletnie dziecko jest “karmione kasą”.
Nie! Chciałem jej dać kopa motywującego.

Dodatkowo, wspólnie ustaliliśmy, że będzie miała pewne obowiązki. Codziennie rano przed wyjściem do szkoły będzie odsłaniać swoje okna, uchylała je, ścieliła łóżko, szykowała plecak w zapakowania jej śniadania, sprawdzała czy jej świnki morskie miały w pojemnikach picie i jedzenie oraz by od razu po wyjściu ze swojego pokoju poszła do łazienki się umyć. Gdy przez cały tydzień ( pn – pt) będzie wykonywała te obowiązki wzorowo to dostanie ode mnie 10 zł, które będzie mogła wrzucić do skarbonki.

Często bywało tak, ze po kilka razy musiałem jej przypominać co ma zrobić. Jestem nerwusem i szybko się irytuję. Więc jeżeli powtarzam coś codziennie po kilka razy to potrafi mnie to wyprowadzić z równowagi.

Uświadamianie dziecka o wartości pieniądza.

Rozmowa dużo daje. Tłumacząc jej ile może pieniędzy odłożyć tygodniowo, miesięcznie i w skali roku zauważyłem, że aż jej się oko zaświeciło. Jak to zrobiliśmy?  Przekładaliśmy uzbierane kwoty na przedmioty jakie może za to kupić.
Sam sobie uświadomiłem, że jest w stanie odłożyć w ciągu roku ponad 500zł! To naprawdę duża kwota dla ośmioletniej dziewczynki.

Jestem świadomy, że niektóry zarabiają kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie i dla nich żadna kwota nie gra roli, kupią dziecku wszytko czego zapragnie, spełni jej każdą zachciankę.
Nie oto mi chodzi w tym wpisie, bo staram się aby nic moim córkom nie brakowało.
Pragnę ich nauczyć oszczędności. Nie tylko pieniędzy ale i również innych rzeczy.
Lena uczy się oszczędzać oraz uczy się odpowiedzialności.
To jest najważniejsze.

Co prawda Lena zaoszczędzone pieniądze odkłada do skarpety ale może przyjdzie taki czas, że otworzymy dla niej w banku konto oszczędnościowe.
Zobaczymy 🙂

 




Tanie obiady wegetariańskie – jak przeżyć za 100 zł tygodniowo cz.2

Tata sam w domu prezentuje wpis o tym jak: Jak przeżyć za 100 zł tygodniowo cz.2

Ostatnio opisywałem jak przeżyć za 100 zł tygodniowo.  Da się? Da się!  Jak to zrobić by nie tracić kupę kasy na obiady? Wystarczy wszytko dobrze zaplanować. Często jest tak, że jesteśmy zagonieni, brakuje nam czasu! Wracamy późno do domu i nie mamy kiedy zrobić obiadu. Takie są realia.

Postaram się Wam dzisiaj opisać w jaki sposób możemy przygotować tanie obiady, tanie dania wegetariańskie.
Kuchnia wegetariańska zazwyczaj nam się kojarzy z czymś nie dobrym, jałowym, czymś złym. Wcale tak być nie musi.

Na samym początku ważne jest to abyśmy mieli kilka plastikowych pojemników w których będziemy w stanie zamrozić bazy. między innymi bulion warzywny. Na bulionie warzywnym ugotujemy zupy typu krem.

Bulion warzywny ok 5 L.

3x pęczków dużej włoszczyzny to koszt ok 15 zł
Warzywa obieramy i układamy w dużym garnku.
Dodajemy 4 liście laurowe, 6 ziaren ziela angielskiego, 1 cała duża cebula – przekrajany na pół i opalamy nad palnikiem gazowym aby się przypaliła. Rozwiązanie dla kuchenek elektrycznych, indukcyjnych : układamy dwie połówki cebuli na rozgrzaną patelnię i przypalamy.
Dokładamy przypaloną cebulę do pozostałych warzyw i zalewamy całość wodą. Gotujemy aż warzywa będą miękkie.

Po ugotowaniu wyciągamy warzywa i zlewamy nasz bulion porcjując je do litrowych pojemników wlewając po ok 0.75 L. Ze względu bezpieczeństwa naszego pojemnika jak i zamrażalki nie zalecam wlewać więcej. Pamiętajmy, że ciecz zmieniając się w lód zwiększa swoją objętość.

Koszt bulionu wraz z cebulą i przyprawami wynosi 17 zł

Tani obiad nr. 1 – Krem z warzyw.

Wykorzystujemy do tego warzywa na których ugotowaliśmy nasz bulion. Całość blendujemy dodając jedną porcję bulionu.
Zagotowujemy i dodajemy to tego jeden mały jogurt naturalny, jedną łyżeczkę cukru, oraz przyprawy.
2-3 kromki (skibki) chleba kroimy w kosteczkę i podsmażamy na sucho na patelki. Tworzymy tak zwane grzanki. Kroimy lub rwiemy świeżą natkę pietruszki.
W miseczki nalewamy zupę krem posypujemy natką oraz wsypujemy nasze grzanki.

1 porcja bulionu –  2,84 zł
1 pęczek natki pietruszki – 1,50 zł
chleb – ok. 0,50 zł
1 mały jogurt naturalny – 1,20 zł

Koszt takiej zupy na 4 osoby: 6,08 zł / 1,51 zł na osobę.

[AdSense-A]

Tani obiad nr. 2 – Placki warzywne

Składniki:
0,50 kg ziemniaków – 1,20 zł
0,50 kg marchewki – 1,50 zł
2 ogórki kiszone – ok 1 zł
2 jajka – 1.20 zł
mąka do zagęszczenia – 2-3 łyżki – 0,30 zł
przyprawy pieprz i sól – ok 0,30 zł
1 mały jogurt naturalny – 1,20 zł
1 pęczek szczypiorku – 1,40 zł
Olej do smażenia – porcja – ok 1 zł

Warzywa obieramy, ścieramy na tarce na dużym oczku. Łączymy razem i odstawiamy na sito w celu oddzielenia soków. Dodajemy dwa całe jajka i całość łączymy razem. Dodajemy przyprawy. Do całości wsypujemy po jednej łyżce mąki dopóki nasza masa nie przestanie być “mokra”.

Tworzymy placki dowolnej wielkości i smażymy na oleju aż do zarumienienia z dwóch stron. Sprawdzamy czy placki nie są w środku surowe.
W małej miseczce rozrabiamy jogurt naturalny z przyprawami.
Placki układamy na talerz polewamy naszym sosem i posypujemy posiekanym szczypiorkiem
Koszt obiadu na 4 osoby: 7,90 zł / 1,98 zł na osobę.

Tani obiad nr. 3 – Spaghetti z warzywami i serem

Składniki:
1 paczka makaronu spagetti – 500g ok. 3,00 zł
200g pomidorków koktajlowych – 3,00 zł
2 ząbki czosnku ok 0,70 zł
1 duży zielony ogórek – 1,50 zł
4 plasterki żółtego sera – 2,00 zł
1 puszka krojonych pomidorów 400g – 1,80 zł
Liście świeżej bazylii lub susz ok. 1,00 zł

Makaron gotujemy według przepisu z paczki.
Na patelni podsmażamy posiekany czosnek, dodajemy do tego nasze pomidory z puszki. Całość smażymy, mieszamy, redukujemy. Dodajemy do tego pieprz, sól oraz bazylię.
Zielonego ogórka oraz pomidorki koktajlowe kroimy w kosteczkę.
Do ugotowanego makaronu wlewamy nasz sos i podgrzewamy całość mieszając. Wykładamy na talerz kładziemy na to plasterek sera i nasze warzywka. Ser się roztopi a warzywa nadadzą świeżości.
Koszt obiadu na 4 osoby: 13 zł / 3,25 zł na osobę.

Tani obiad nr. 4 – Pomidorowy krem z mozzarellą

Składniki:
2 puszki krojonych pomidorów – 2×1,80 zł – 3,60zł
1 duża czerwona papryka – ok 2 zł
2 duże marchewki – ok 1 zł
1 cebula – 0, 30zł
1 paczka sera Mozzarella Galbani – 125g koszt ok 2,50 zł
1 porcja bulionu –  2,84 zł
1 saszetka słodkiej wędzonej papryki – 1,39 zł
Liście świeżej bazylii lub susz ok. 1,00 zł

Paprykę myjemy i pieczemy w piekarniku 230C do momentu aż nam się zacznie lekko przypalać. Marchewkę obieramy kroimy w kosteczkę i wrzucamy do naszego bulionu. Gotujemy tak długo aż zmięknie. Cebulę kroimy w kosteczkę i podsmażamy aż się zeszkli. Całość wrzucamy do garnka z bulionem, pokrojoną upieczoną papryką i łączymy z pomidorami z puszki. Zagotowujemy.
Dodajemy 1 łyżeczkę wędzonej papryki. Pieprz i sól dla smaku oraz 2 łyżeczki cukru.
Całość blendujemy.
Ser Mozzarella kroimy w plasterki i układamy na dnie miseczki. Zalewamy całość kremem pomidorowym. Posypujemy bazylią.
Koszt obiadu na 4 osoby: 14,63 zł / 3,66 zł na osobę.

Tani obiad nr. 5 – Zupa pieczarkowa z grzankami i pesto

Składniki:
0,50 kg ziemniaków – 1,20 zł
0,50 kg marchewki – 1,50 zł
0,50 kg pieczarek – 3,50 zł
1 porcja bulionu –  2,84 zł
1 pęczek natki pietruszki 1,40zł
1 średnia bagietka ok. 2 zł
Kawałek żółtego sera – 100 g – ok 2 zł
1 ząbek czosnku – ok 0.20 zł
1 cebula – 0, 30zł
20 g pestek dyni – 0, 30zł
2 łyżki masła – 0,60 zł

Pieczarki (pozostawiamy 3 szt. na później) kroimy na kawałeczki i podsmażamy wraz z cebulą na patelni.
Ziemniaki, marchewki kroimy w kostkę i wrzucamy do naszego bulionu. Gotujemy aż zmięknie dodajemy przesmażone pieczarki. Całość zagotowujemy dodajemy łyżkę stołową masła. Przyprawiamy. Blendujemy.
Pozostawione 3 pieczarki kroimy w plastry i smażymy na maśle aż się zrumienią. Wykładamy na miskę dodając usmażone plasterki pieczarek.

Bagietkę pokroić na kawałki posmarować oliwą nałożyć na każdą łyżkę naszego Pesto.

Jak wykonać pesto?

Pesto: miksować składniki: listki natki pietruszki, pestki dyni, czosnek, ser, oliwę oraz szczyptę soli i pieprzu.
Zapiekać w piekarniku (temp. 200 st. C lub grill) do zrumienienia ok. 4 minuty.
Koszt obiadu na 4 osoby: 15,84 zł / 3,96 zł na osobę.

[AdSense-A]

Tani obiad nr. 6 – Pierogi z serem i kaszą jaglaną

Składniki:
200 g twarogu śmietankowego – ok 3 zł
200 g ugotowanej kaszy jaglanej – 2 woreczki ok. 1,50 zł
0.30 kg mąki żytniej – 1,20 zł
Przyprawy: pieprz, sól, cukier
1 cebula – 0, 30 zł
1 jajko
125 ml ciepłej wody
1 łyżka masła – 0,30 zł

Ciasto: Mieszamy mąkę z solą ( pół łyżeczki) – zagniatamy mąkę z wodą, jajkiem aż ciasto będzie sprężyste.
Gotujemy kaszę w/g przepisu z opakowania. Studzimy. Zagniatamy razem z 2 łyżeczkami cukru oraz serem aż powstanie jednolita masa.
Ciasto wałkujemy wycinamy krążki i lepimy dodając masę serową.
Wrzucamy na wrzątek. Wyławiamy pierogi minutę po wypłynięciu.

Cebulę kroimy w kosteczkę. Na rozgrzaną patelnię wrzucamy masło i cebulkę. Szklimy na małym ogniu. Dodajemy do środka ugotowane pierogi i razem smażymy.
Podajemy usmażone na talerz.
Koszt obiadu na 4 osoby: 6,30 zł / 1,58 zł na osobę.

Tani obiad nr. 7 – Naleśniki ze szpinakiem  i Mozarellą

Naleśniki:
1 szklanka mąki pszennej. – 0,50 zł
2 jajka. – 1,20 zł
1 szklanka mleka. 0,5 zł
3/4 szklanki wody

Nadzienie
100 g ricotty – 3,00 zł
200 g szpinaku mrożonego
100 g tartego parmezanu 9,00 zł
1 jajko – 0.60 zł

Usmażyć NALEŚNIKI.
Szpinak rozmrozić, odcisnąć, wymieszać z serami przyprawami i jajkiem.
Naczynie do zapiekania posmarować oliwą. Ułożyć naleśniki jedną warstwą. Pozostałym nadzieniem posmarować naleśniki. Piec ok. 15 minut w 200C.
Koszt obiadu na 4 osoby: 14,80 zł / 3,70 zł na osobę. Po 2 naleśniki na osobę – 1,85 zł/szt.

Jak przeżyć za 100 zł tygodniowo?

Podsumowując tydzień obiadowy = 78,55zł

Dodatkowo:
1 kg soli – 2,50 zł
1 opakowanie pieprzu – 1,40 zł
1 litr oleju – 5,90 zł

Kwota = 88,35 zł
Zeszliśmy poniżej 100 zł. Pozostał nam również bulion, który możemy wykorzystać. Pomysłów na tanie obiady jest naprawdę sporo. Jeżeli chcecie abym kontynuował wpisy o tanich obiadach to napiszcie jakie są wasze ulubione smaki. Postaram się sporządzić menu na tydzień.




Domowa fabryka kryształów

Domowa fabryka kryształów

Lena dostała jako prezent Fabrykę kryształów.  To taki mały zestaw rożnych soli z których można w domowych warunkach stworzyć zjawiskowy kryształ. Niestety mimo starań  nie wychodziły one tak okazałe jak na załączonym na pudełku obrazku 😛  No przecież jestem chemikiem! Nie raz robiłem takie kryształy! Pamiętam jak w szkole uczyłem się o solach. O tym jak się wytwarzają kryształy. A tu niestety coś poszło nie tak…

Przyszedł taki czas, że po dwudziestu latach usłyszałem od córki: Tato! zobacz jakie ładne kryształy! – zobaczyła zdjęcia w internecie. Przedstawiały one kryształy otrzymane z siarczanu miedzi. Widziałem, że jednak ten temat jej się spodobał.

I nagle urodził mi się pomysł, że pokaże Lenie jak można takie kryształy wykonać samemu. To jest naprawdę proste.
Zakupiliśmy pięciowodny siarczan miedzi  (CuSO4 *H2O) do wytwarzania kryształów. Na allegro kupicie siarczan miedzi za około 15 złotych za kilogram.

Aby wytworzyć kryształy z siarczanu miedzi będziecie potrzebować:
– dwa słoiki ok. 1L
– siarczan miedzi
– ciepłą wodę
– starą łyżkę lub kijek do mieszania roztworu
– ołówek lub patyczek
– nić

Jak zrobić kryształy w domu?

Musimy sporządzić tak zwany roztwór nasycony. Jeżeli rozpuścimy zbyt mało soli siarczanu miedzi w wodzie to niestety nasze kryształy nie powstaną lub w trakcie drugiej fazie powstałe kryształy zaczną się nam same rozpuszczać.
Do słoika mniej więcej 3/4 pojemności wlewamy gorącą wodę. Wsypujemy ok 3-4 łyżek siarczanu miedzi i mieszamy tak długo dopóki się cała sól nie rozpuści. Gdy to nastąpi dosypujemy kolejną łyżkę soli siarczanu miedzi. Powtarzamy czynność do momentu aż zauważymy, że siarczan miedzi przestaje się nam rozpuszczać.
Przelewamy cały roztwór do drugiego słoika w taki sposób aby nie wlać go wraz z pozostałą nierozpuszczoną solą.
Na ołówek lub patyczek zawiązujemy nitkę w taki sposób aby była ona ulokowana na samym środku. Długość nici powinna być taka aby po zamoczeniu jej była oddalona od dna słoika na ok 4 – 5 centymetrów.

Pozostawiamy w taki sposób słoik na ok. 12 godzin. Powoli będą tworzyć się małe kryształy na naszej nici. Teraz od nas zależy jakie kryształy chcemy uzyskać.

Pojedynczy kryształ czyli monokryształ siarczanu miedzi.

Poniżej na zdjęciu przedstawiamy monokryształ siarczanu miedzi. Kryształ jaki udało nam się zrobić ma wielkość ok. 4 x 5 x 1 cm . Gdy na nici zobaczycie zalążek, małe kryształy, należy odskubać pozostałe wokół niego kryształki. Musimy na nici mieć tylko jeden kryształ. Wstawiamy go ponownie do roztworu. Po kilkunastu godzinach będą powstawały na nim drobniejsze, mniejsze kryształki. Je również należy usuwać. Taką metodą przez kilka dni uzyskamy jeden duży kryształ z siarczanu miedzi.

Mono kryształ siarczanu miedzi

 

Kryształ z siarczanu miedzi – nieoczyszczany

Gdy jednak chcemy uzyskać inny ciekawy kształt kryształów pozostawiamy na nici nasz wytworzony zlepek małych kryształów. Po kilku dniach powstanie jeden duży nieregularny kryształ. Niektóre z nich są naprawdę ciekawe.

 

Kwiat obrośnięty kryształami

Postanowiliśmy, że zrobimy coś naprawdę odjazdowego. Postanowiliśmy wykorzystać sztuczną różę i zamoczyliśmy ją w roztworze.  Kwiat był w słoiku zaledwie 24h. To co nam się ukazało zaparło nam w piersi dech. Wyszło coś naprawdę pięknego! Taki kwiat możecie podarować ukochanej osobie. Myślę, że nie jedna osoba zrobi wielkie oczy widząc taką skrystalizowaną różę!

Jak zrobić w domu kryształy

Ważne informacje!

Siarczan miedzi jest substancją toksyczną i drażniącą. Należy dokładnie umyć ręce po zakończeniu doświadczenia. W razie dostania się siarczanu miedzi do oczu należy przepłukiwać je wodą. Zabronione jest również jej spożywanie. Rodzice powinni nadzorować wszystkie etapy doświadczenia.

Aby nasze kryształy się dobrze wytwarzały, należy roztwór sporządzać na nowo co ok 12h. Gdy sól się krystalizuje należy roztwór uzupełniać, czyli ponownie go nasycać.

Moim zdaniem to bardzo ciekawy, kreatywny  sposób na spędzenie czasu z dzieckiem. Przyjemne z pożytecznym. Nasze dzieci uczą się zagadnień z chemii przy czym są uczestnikami tworzenia, pięknych kryształów.

 

[AdSense-A]

 

 

 




Lekcja wychowawcza. Jak wyciszyć dzieci na pół godziny?

Jak wyciszyć dzieci na pół godziny?

Tak się zastanawiam co robią rodzice gdy ich pociechy bawią się na całego? Jak reagują gdy dosłownie co dwie minuty wpada jedno dziecko z pytaniem? Drugie wbiega i informuje cię, że siostra jest głupia po czym wraca do swojego pokoju i zaczyna się kłótnia! Hałas, harmider, lecą iskry! Uważają się za duże a raz za małe “człowieki”.
Niektórzy mówią dzieci z ADHD. Według mnie ADHD nie istnieje. To wymówka na nasze lenistwo i brak zainteresowania dzieckiem.
Głowa ci puchnie, masz przyspieszony rytm serca a na usta ciśnie ci się bardzo brzydka wiązanka! Dzień jak co dzień!

Godzina ok 18:30. Jestem od godziny w domu. Nagle słychać z pokoju obok:
-Ałaaaa! Tato! a Nela mnie ugryzła! krzyczy Lena!
– … bo ona mówi, że jestem głupia!

– Dlaczego Lena mówisz do siostry, że jest głupia? Ona ma zaledwie trzy lata i nie zawsze rozumie co od niej chcesz.
– No bo ja jej mówię, że ma tego nie dotykać a ona na złość mi to rozwala!
– Nie prawda! samo się rozpadło! dodaje Amelia
– No tato i w dodatku kłamie!

Spokój dziewczyny! Powiedziałem stanowczo i wyszedłem.
Zorany jak koń po westernie usiadłem i powiedziałem do Darii chodź usiądź i się przytul.
Minęła może minuta! Wbiega Nela i mówi:
– Tato siku mi się chce!
– To idź do łazienki i usiądź na nocnik.
-Nie! ja chcę tutaj! i mi przynieś nocnik!
Wstałem, poszedłem, przyniosłem, załatwiłem wyniosłem, usiadłem!
– Tato! Powiedz Lenie by mi włączyła piosenki!
– Lena włącz jej piosenki na Youtube, proszę!
– Tato ale ja teraz oglądam!
– No proszę, ja chcę trochę spokoju, proszę Lena.

Udało się, wróciłem, usiadłem, westchnąłem.
– Tato! ja chcę jabłko!
– Przyjdź, weź sobie!!!
– Nie, Ty mi przynieś.

To wszytko dosłownie trwało jakieś 10 minut. Wstawałem kilka razy aż coś we mnie pękło!

Wparowałem do pokoju w którym siedziały i się pytam:
– Dziewczyny! Jesteście duże czy małe?
– Małe!!! razem odkrzyknęły.
– To jak jesteście małe to myć się, piżamy i spać! Bez dyskusji!
– No tato! my nie chcemy iść już spać!
– To zadam Wam jeszcze raz pytanie: Jesteście duże czy małe?
– Duże!!! razem odkrzyknęły.
– To jak jesteście duże to sprawa wygląda następująco! Lena zbierasz klocki z podłogi, Nela układasz misie! Jak będziesz chciała siusiu to wołasz Lenę ona ci pomoże, w kuchni jest woda i sok, chcecie pić Lena zrobisz nalejesz! Nela jak pójdziesz myć ręce podwiń rękawy! Ja teraz wychodzę i idę chwile odpocząć! Jak będą krzyki, hałasy lub przyjdziecie z kolejnym żądaniem, pytaniem to dzwonię na POLICJĘ! Chcę pół godziny spokoju.
– Nooooo Taaaatoooo!
– No co? jesteście duże czy małe?
-… duże…
Zamknąłem drzwi.

Nie potrafię zrozumieć skąd mi się ten pomysł  z policją urodził w głowie… Był całkiem skuteczny.
Kurtyna.




Pewnej niedzieli w Polsce

Gdzieś w południowej Polsce w małym miasteczku mieszkała rodzina Rafalskich.  Idealny schemat dwa plus trzy. Co tydzień w niedzielę chodzili do kościoła. Rodzina bardzo więżąca, kochająca się, idealny wzór do naśladowania.

Janusz lat 49,  ojciec rodziny pracuje jako bibliotekarz w miejskim ośrodku kultury, to on jest wzorcem do naśladowania. Kocha swoje dzieci, swoją żonę, wielbi Boga. Bardzo ważnym aspektem jest wychowanie córek i syna zgodnie z przykazaniami Bożymi.

Jadwiga lat 45, matka, katechetka jedynego liceum w mieście, bardzo spokojna kobieta, skromna ale zadbana kobieta. Niczym się szczególnie nie wyróżnia lecz może się podobać.

Maciej lat 24, bezrobotny chłopak uczęszczał do seminarium, chciał zostać księdzem. Wystąpił z powodów osobistych, był zakochany w jednym ze swoich kolegów. Nie mógł się z tym pogodzić, że to silniejsze od niego. Latem wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych.

Maria lat 22, wieczna studentka, wieży w Boga lecz nie potrafi oszukać natury i spotyka się z kilkoma chłopakami wbrew woli rodziców. Kocha wolność. Szalona dziewczyna.

Anna lat 8, najmłodsza z całego rodzeństwa, pojawiła się po kilkunastu latach ponieważ miłość do Boga jej rodziców nadal jest mocno rozpalona. To właśnie ta miłość zaowocowała i pojawiła się na świecie Ania.

Niedziela rano.
Cała rodzina o godzinie siódmej poszła do kościoła. Jest to czas szczególny, niedługo Boże Narodzenie. Wspólnie przygotowują się do tej chwili. Wracając po mszy do domu Jadwiga spogląda na Janusza i mówi:
– Jasiu a może bym ścięła włosy i je przefarbowała na inny kolor?
Janusz spojrzał na Jadwigę i z grymasem odpowiedział:
– Po co? tyle lat je zapuszczałaś i teraz chcesz ściąć? Dobrze się czujesz? jak ty będziesz wyglądać? Zapomnij! Kusi cie by wyglądać jak kurwa? Może jeszcze umaluj usta!
Jadwiga opuściła wzrok i nawet nie odpowiedziała…
Idąc dalej ojciec pękł i się zatrzymał, spojrzał na Marysię i mówi:
– Ostatni raz kurwa wracasz tak późno do domu! Ostatni raz! Co ty sobie myślisz? Że ci wszytko wolno? Wyglądasz jak wywłoka! dziwka! wstyd! Maciej cały wieczór siedział i czytał książkę a ty się gzisz gdzieś w jakiś melinach!
– Przestań tato się mi wtrącać w moje życie, Ty myślisz, że ja chcę być taka idealna jak Ty? Ja chcę żyć!
– Powiedz jeszcze tylko słowo a tak ci łomot spuszczę, że miesiąc na pizdę nie usiądziesz!

Maria z łzami w oczach zamilkła. Idą dalej i spotykają sąsiadkę.
– Dzień dobry Pani Pawłowska, jakie piękne kazanie nasz proboszcz dzisiaj powiedział!
– Dzień dobry Panie Januszu, tak bardzo! Szczególnie mnie wzruszyło jak opowiadał o Kainie i Ablu. Nie potrafię zrozumieć jak brat może zabić brata…
Przecież miłość i wiara w Boga to wieczne wyrzeczenia i próby. Ahhh muszę uciekać bo śniadanie robię dla dzieci!
– Dowiedzenia sąsiadko, szczęść Boże.

Pół godziny później Janusz woła całą rodzinę na śniadanie.
Nagle Anna odzywa się:
– Nie jestem już dziewicą…
Cisza. Kilka długich minut podczas których słychać tylko tykanie zegara…
Ojciec zaczął wrzeszczeć na starszą z sióstr.
– To twoja wina! Non stop się pierdolisz z tym swoim chłopakiem na kanapie w salonie a mała to widzi!
Matka nie pozostała dłużna.
– Tak?! Jej wina?! To ty latasz za spódniczkami na ulicy w biały dzień, to ty pieprzysz się z każdą pizdą w bibliotece, wciąż znajduje na twoim kołnierzu szminkę i kobiece włosy, a Ania to wszystko widzi! Wzór Ojciec! Hipokryta! Zdradzasz mnie non stop a tak mówisz o miłości, zdradzie!
-Taaak?! Nie powiem kto ubiera się jak kurwa, kto prowokuje przechodniów! Jesteś zwykłą suką a nie matką! Jeszcze chcesz teraz włosy ściąć!
Matka nie słuchała, zwróciła się do małej Ani.
– No kochanie, kiedy to się stało? Kto ci to zrobił?
Mała spoglądała na to wszystko z szeroko otwartymi oczami i łamiącym się głosem mówi:
– Pani w szkole powiedziała że nie będę grać na przedstawieniu Dziewicy tylko Pastereczkę…

Maciej wybuchł śmiechem! Wrzask był tak głośny, że sfrustrowana Maria wykrzykuje:
– Z czego się śmiejesz pedale jeden! Tak cie to śmieszy? Siedzisz zawsze cicho i nic się kurwa nie odezwiesz! Jak mnie ojciec leje pasem to tylko patrzysz i się modlisz do tego swojego Boga! Może powiedz rodzicom dlaczego wylatujesz do USA? No??? No powiedz!

Maciej się zaczerwienił, wstał i wyszedł…
– Nic kurwa nie wiecie co się w domu dzieje! Nic!
Anna również wybiegła…
Janusz spojrzał na Jadwigę i zapytał:
– Kwiatuszku? Może pojedziemy popołudniu na Jasną Górę? Mamy niedaleko a taka piękna dziś pogoda.
– Jasne, tylko pozmywam i upiekę ciasto.

Zbieżność nazwisk i imion jest całkowicie przypadkowa.




Zostaw to! Ja to zrobię lepiej, sama.

Tata! Tata z Poznania czyli mój dobry kolega, który mnie inspiruje swoimi wpisami. Obserwuję go na Ryjbóku, InstaBramie no i dodam do tego, że znamy się osobiście, spotykamy się czasami na tak zwaną fajkę, gadamy o niczym… tematy z dupy, ogólnie trudno zrozumiałe dla kobiet.
Marcin poruszył dzisiaj na swoim blogu pewien bardzo wrażliwy temat.  Otóż chodzi o wpis pewnej blogerki pt. “Mam czas dla siebie, bo moje dzieci mają tatę!” Czyli tata powinien się zajmować dzieckiem by mama miała czas dla siebie. No po części rozumiem tytuł wpisu bo to oczywiste. Jeżeli ktoś świadomie został ojcem to dla mnie zrozumiałe… Alllle! zaczytuję:

Kochana, jak to jest? Czy Ty też widzisz taki problem? Czy matki mają tendencje do tego, że chcą wziąć na swoje barki całą opiekę nad dziećmi, prowadzenie domu itd?
Oczywiście! I jest to nawet zrozumiałe – chcą dla swojego dziecka jak najlepiej. A kto zrobi najlepiej jeśli nie ja sama? To przekonanie towarzyszy nam nie tylko w obszarze macierzyństwa, podobnie jest w pracy – są osoby, które nie maja żadnego problemu z delegowaniem zadań, a są takie, które będą pracowały 25h na dobę, bo muszą mieć wszystko pod kontrolą, tak jak Mamy właśnie ?

Jednak o ile w pracy raczej nie ma drugiej czy trzeciej strony, która może w tym układzie ucierpieć (chyba, że posypiemy się zdrowotnie z przemęczenia i szef nie dostanie obiecanego raportu), to w domu mamy dziecko i jego ojca. Jeśli kobieta prze każdego dnia do przodu z przekonaniem „On nie zrobi tego tak dobrze jak ja, więc muszę sama“ to może doprowadzić do tego, że jej mąż lub partner poczuje się wówczas odrzucony, niekompetentny i niepotrzebny. Posypie się ich relacja, a w dodatku nie zacznie się tworzyć relacja dziecko-tata.

No właśnie „Ja najlepiej zajmę się dzieckiem, tylko ja potrafię zmienić mu pieluchę, tylko ja mogę iść z nim na spacer, nie mogę spuścić dziecka z oka, ojciec nie zajmie się nim tak dobrze jak ja….“ Dlaczego to robimy? Czy to jest próba udowodnienia sobie czegoś? Potwierdzenia tego, że nadajemy się do bycia mamą? źr. mumslife . pl

To teraz ja!

Kurwa mać! Czy ten wpis odnosi się to tego, że ojcowie to jakieś jebane padaki niedojeby a jedynie co potrafią robić to siedzieć na kanapie, iśc do pracy i od czasu do czasu powiedzieć dobre słowo? Długo nie będę się rozpisywał bo moja wypowiedź może spowodować zawał serca i niektórym MADKOM przyprawić niezłego kaca moralnego.  Skończyła się kurwa era bitew pod Grunwaldem a faceci przestali polować na niedźwiedzie. Jeżeli kobieta cały czas sądzi, że lepiej potrafi się zająć dzieckiem to jest to dla mnie w chuj próżne! Nie potrafi rozmawiać z ojcem swego dziecka lub jej pedantyzm jest kurwa większy od jej IQ!

W tym tygodniu to ja siedzę z dupą w domu i zajmuję się naszym gospodarstwem. To ja jestem odpowiedzialny za porządek, śniadania dla dzieci, obiady itd. Ja planuję cały tydzień tak by było wszytko w porządku.

Sytuacja z dziś. Nela nagle się rozchorowała, dostała biegunki, źle się poczuła, to ja czuwam by moja trzyletnia córka się nie odwodniła, by złagodzić objawy, by jej pomóc! To ja się nią dzisiaj opiekuję. Właśnie byłem odebrać starszą Lenę z basenu na który uczęszcza, rozczesałem, wysuszyłem jej przepiękne długie włosy.  Od rana również wysprzątałem całą łazienkę na tip top, pozmywałem.  Teraz dzieciaki się bawią a ja przygotowuję obiad. Mamy godzinę 13:00 muszę się wyrobić aby obiad był gotowy zanim Darula wróci z pracy. Bo dzisiaj jadę z psem na operację, która potrwa ok dwóch godzin, a wieczorem będę musiał pomóc żonie w pewnej sprawie. Tak na szybko opisałem co dzisiaj robię i to nie jest opierdalanie się i leżenie na kanapie! Zobaczcie, rano zapadła decyzja, że ja się zajmę Nelą a Daria ma się o nic nie martwić ma jechać normalnie, na spokojnie do pracy.
I co? Zaufała mi, bo wie o tym, że ja sobie doskonale z wszystkim poradzę.
Dlatego apeluję! Kobieto nie myśl koleżankami tylko głową! Odkryj u faceta jego talenty, zaangażuj go w pomoc, rozmawiaj. Przenigdy moja żona nie powiedziała, że coś źle robię lub, że ona zrobi to lepiej przy naszych córkach!
Skąd kurwa facet ma czerpać wiedzę jak słyszy: Odejdź! Zostaw! ja to zrobię!
Może panicznie boicie się, że facet może to zrobić lepiej? Że wasze matczyne EGO zostanie w dupę? Może o to tutaj chodzi?
Ode mnie to wszytko! Bardzo mnie wkurwia taki tok myślenia.
Zapraszam na bloga Tata z Poznania, gdzie znajdziecie kilka ciekawych tematów.
A Wy jak? spotykacie się z takim nierównym traktowaniem przez kobiety?