1

Miej oczy szeroko otwarte

Dzisiaj parkując auto spojrzałem w “tylne” lusterko i nawiązałem kontakt wzrokowy z Amelią. Wymiana mini uśmiechu. Silnik zgaszony, ręczny zaciągnięty, pasy odpięte. Wysiadam i udaję się do drzwi Amelki by ją odpiąć, wyciągnąć. Patrze na nią a jej głowa zwisa, oczy zamknięte.

Zdębiałem.

Wołam Amelia, Amelia, Amelia po raz kolejny. Ona nie reaguje…

Krzyknąłem w panice Amelia! i ją ja chwyciłem za rękę!
Serce mi stanęło, ona nie reaguje. Patrzę na Darię, ona zbladła. Kolejny raz wołam bardzo głośno, Amelia!

Pauza.

Wrócę do dnia wczorajszego.  Piątek 10 stycznia 2020 r. godzina ok. 9:30.
Byliśmy z Darią w Urzędzie skarbowym Poznań Grunwald. Wychodzimy, udajemy się do samochodu. Zauważyliśmy, że przy ul Smoluchowskiego stoi pewna starsza kobieta, trzyma się słupka, który odgradza chodnik od jezdni. W pierwszej chwili myślimy, że pani starsza chce przejść przez ulicę. Lecz zbliżając się nie spuszczam z niej wzroku. Kobieta opuszcza głowę w dół.

Podchodzę szybkim krokiem i się pytam:
Dzień dobry, Pani czuje się dobrze? Wszytko w porządku?
Kobieta cichym głosem odpowiada, że czuje się bardzo źle.
Dopytuję stanowczo co się dzieje, czy ustoi na nogach? Zanim odpowiedziała, chwyciłem ją pod pachę i trzymam. Pani odpowiada, że choruje na arytmię serca. Czuję, że leci jak woda, trzymam ją mocno.

Postanawiam, że powiadamiam pogotowie. Kobieta odpowiada, że stoi tutaj kilka minut i że jej mąż już jedzie.
Mieszkają dwie ulice dalej. Za chwile podjeżdża ciemna Toyota Yaris. Wysiada z niej starszy Pan ok. 75 lat.
Zapytał troskliwie jak się czuje, ona odpowiada, że słabo.
Starszy Pan spojrzał na mnie, chwycił mnie za rękę i powiedział: bardzo Panu dziękuję za opiekę nad żoną, bardzo dziękuję!
Pomogłem tej Pani wsiąść do samochodu. Odjechali do szpitala…

Nie wiem jak ta Pani miała na imię i jak się czuje. Mam nadzieję, że dobrze, że lepiej. Sporo o tym myślę. Może ktoś skojarzy z poznaniaków czy to może była ich mama? Może babcia? Może sąsiadka? Ponoć mieszka na ul. Kamiennogórskiej – Grunwald. Jeżeli tak dajcie znać w komentarzu czy z tą Panią lepiej.

Ubolewam nad zachowaniem osób, które w tym momencie przechodzili obok, nikt się nie zatrzymał, nikt się nie zainteresował co się dzieje. Nikt nie podszedł i nie chwycił tej Pani za rękę, Nikt nie zapytał co się dzieje. Nikt…
Mogła się przewrócić na jednię. Znieczulica. Jak to mówi moja znajoma “Samsony”. To jest straszne…

Wracając do dzisiejszej sytuacji z Amelią…
Postanowiła, że ze mnie zażartuje. Poczułem się z tym bardzo źle, wpadłem w panikę, bardzo ale to bardzo się wystraszyłem. Nie wiem dlaczego? Potrafię zachować zimną krew w najbardziej ekstremalnych sytuacjach. Nie raz miałem do czynienia z zasłabnięciami, z rannymi a nawet z tymi co się nie udało…
Tym razem poległem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Wygrał strach.
Gdy się ocknęła, bardzo płakała, bo tata krzyczał… To prawda, wykrzykiwałem jej imię…

Tyle w temacie.




Dzień dobry! Nie przyjdę dzisiaj do pracy…

Prima Aprilis 😀 Każdy kto ma poczucie humoru będzie rozmyślał, knuł jak tu kogoś w konia zrobić! Prawda? Kto z Was nie zrobił komuś psikusa właśnie w Prima Aprilis? Napiszcie w komentarzu jakiego psikusa Wam się udało komuś przyprawić?

Ok do rzeczy…
Pierwszego kwietnia zaczynałem nowy rozdział  w życiu. Normalnie w ten dzień była kumulacja.
W ten dzień zacząłem nową pracę w pewnej firmie. Tak się złożyło, że właśnie pierwszego kwietnia wykonałem o godzinie 8:00 telefon do szefowej:
– Dzień dobry Pani Magdo 🙂
– Dzień dobry Panie Bartku 😛
– Pani Magdo, dzwonię do Pani w bardzo nietypowej sprawie…
– W jakiej sprawie Panie Bartku?
– Nie mogę przyjść dzisiaj do pracy 🙂
– Jak to nie może pan przyjść do pracy???
– Córka mi się rodzi 😀 😀 😀
– No chyba sobie pan jaja robi! Prima Aprilis?
– Nie, Pani Magdo, właśnie jadę z żoną do szpitala…
Kurtyna!

Z uśmiechem na ustach a zarazem pełen obaw, nerwów jechaliśmy wspólnie do szpitala na ul Polną w Poznaniu.
Od samego rana była nerwówka! Daria o byle co mnie opierdzielała! W sumie to ją próbowałem zrozumieć.
Weszliśmy na oddział przyjęć. Daria weszła do środka.
Pewna pielęgniarka zapytała mnie: A Pan z ta walizką to gdzie?
Ja spanikowany odpowiedziałem no jak gdzie? Żona będzie rodziła to są jej rzeczy!
– Poród rodzinny czy żona sama rodzi?
– Rodzinny! Odpowiedziałem dumnie.
– To Pan wyjdzie do poczekalni, tam jest okienko, zakupi tam, Pan flizelinowy kitel i ochraniacze i Pan tu wróci.

Podchodzę i mówię:
– Dzień dobry, chciałbym kupić kitel, który potrzebny mi będzie do porodu rodzinnego. Ogólnie chciałem wszytko opłacić, poród, kitel.
– Proszę Pana poród rodzinny jest darmowy, a za kitel poprosze 150zł.
W głowie się zakotłowało… Ile qwa? 150zł?
– 150zł? Tyle on kosztuje?
– Tak , tak, to opłata jednorazowa.

Kopara mi opadła, kupiłem i postanowiłem wrócić we wskazane miejsce, gdzie znajdowała się Daria.

Wchodzę, popłoch pielęgniarki biegają… rozglądam się, Darii nie widzę. Hmm idę do rejestracji, stoję jak kołek ubrany na zielono z walizką w ręku! Pytam, przepraszam, moja żona Daria była tutaj przed chwilą, wie może Pani gdzie się teraz znajduje?
Pani rozglądając się rzekła do mnie, pojechała na porodówkę na drugie piętro.
No to ja przechodząc, tachając walizkę przez cały korytarz władowałem się do windy i pojechałem na drugie piętro.
Wysiadam i widzę drzwi na kartę, akurat jedna Pani ubrana również jak ja na zielono otworzyła te drzwi kartą to ja nie czekając przytrzymałem drzwi i po chwili wszedłem do środka.
Kilkanaście metrów dalej widzę ławki…
Myślę usiądę sobie, poczekam. Siedzę kilka minut, na oddziele słychać krzyki rodzących kobiet. Zaczynam czuć obawy, zaczynam się pocić!
Nie wytrzymałem, wstaję idę do kobiety przyjmującej na oddziele i się pytam: Gdzie jest moja żona? Ona z uśmiechem, no jak pan tu jest to prawdopodobnie rodzi 😀

No ja to rozumiem ale gdzie? w której sali? Byłem kupić ten kitel a ona już tu rodzi, zacząłem się denerwować!
– Nazwisko żony! Jak HausGestapo wyjechała do mnie ta piguła!
Odpowiedziałem. Wertuje, wertuje, szuka i odpowiada:
– Nie ma tutaj Pana żony!
– No jak nie ma? Ta Pani z dołu powiedziała, że żona tu jest!
– No mówię, że żony tu nie ma! Nich Pan na mnie nie krzyczy…
– Jak jej tu nie ma to gdzie jest?
– Nie wiem, niech Pan jedzie na dół do rejestracji się dowiedzieć. Do widzenia!

Kurwa, wtedy to już mi się śmiać nie chciało, ja na zielono, czekam na poród, Darii nie ma! To znaczy jest ale nie wiem gdzie!
Idę do windy i zjeżdżam w dół! Tacham tą walizę! Wracam na oddział przyjęć, czy rejestracja? Nie pamiętam…
– Proszę Pani do góry na porodówce powiedziano mi, że żony tam nie ma! Gdzie ona jest?
Pada pytanie…
– Nazwisko żony!
Odpowiedziałem…
– aaa to pana żona! Jest w pokoju tutaj obok na wstępnych badaniach…
Zdębiałem! Chciałem się jej zapytać: Czy Pani sobie wyobraża co ja przeżyłem do góry? Nie zna Pani zasad??? Tak się kurwa nie robi!
No ale uspokoiłem się zaraz jak zobaczyłem Darię…
Przebieg porodu nie będę wam opisywał bo był długi i bardzo bolesny. Daria rodziła Lenę 13 godzin i 36 minut.
Na sam koniec gdy wracałem do domu to byłem pod tak wielkim wpływem emocji, że przejechałem na czerwonym świetle nie zatrzymując się nawet na skrzyżowaniu. Na szczęście była to bardzo późna godzina i nie było wzmożonego ruchu.

Dzisiaj moja Prima Aprilis skończyła 9 lat.